środa, 4 stycznia 2017

Nowy rok, nowa ja - czyli opowieść o (ex) anorektyczce.

"Hey angel, do you know the reasons why we look up to the sky?"

Spoglądam kątem oka na kalendarz, który śmieje się ze mnie prosto w twarz z powodu tego, jak zmarnowałam rok, który odszedł w zapomnienie. Jednakże skupiając się głębiej nad minionym rokiem, wcale nie będę w stanie zapomnieć o nim tak szybko i bezboleśnie jak może się wydawać.
Zacznijmy od początku, czyli dnia, w którym nie miałam pojęcia, że w bliskiej przyszłości zanurzę się w tak głębokiej wodzie.
Miałam dokładnie dwanaście lat i równe dwadzieścia kilogramów nadwagi, dzięki którym stawałam jedną nogą w grobie. Otyłość była częścią mnie, już odkąd pamiętam, ponieważ nawet jako noworodek zostałam ukazywana pracownikom poznańskiego szpitala i opisywana jako "największe dziecko w historii porodówki". Jednak wracając do wydarzeń dwunastoletniego słonika Przeprowadziłam się do miejsca, które było mi zupełnie obce, gdyż zostałam przymusowo umieszczona w przysłowiowym blokowisku, które moja babcia określa, jako klatki w betonie. Zmiana miejsca zamieszkania niesie za sobą dużo konsekwencji, których jedną z nich jest zawarcie nowych znajomości. Poznałam tam przeróżne osoby. Niektóre z nich opisałabym jako młodzież podziurawioną emocjonalnie, innych jako zdemoralizowane osoby usiłujące wtopić się w tę gorszą część społeczności. Reszta zwyczajnie zniszczyła moje życie, jednocześnie popychając je w zupełnie inny, nieznany mi dotąd kierunek. Mianowicie, zostałam kimś w rodzaju kozła ofiarnego, na którego rzucanie wyzwisk stało się zadaniem konkursowym pod tytułem "kto kreatywniej, kto więcej, kto efektywniej". Mogłabym pogratulować tamtym przedstawicielom płci brzydszej, ponieważ rzeczywiście popchnęli mnie na drogę, w której kilometry były tak naprawdę kaloriami, a każdy komentarz stawał się dodatkowym napędem do wyznaczonego celu, którym były zwykłe cyferki będące dla mnie definicją piękna. Jako początkująca dziewczyna na diecie nie wiedziałam, jak naprawdę ma wyglądać mój jadłospis, dlatego ucięłam zwyczajnie ponad połowę tego, co jadłam dotychczasowo, więc z ponad trzech tysięcy kalorii zostało mi półtora tysiąca i było to wtedy najcięższe wyzwanie, które przede mną postawiono. Mimo wszystko dostosowałam się do zdrowszego trybu życia i ciągle popełniając drobne grzeszki żywieniowe, starałam się, by zmienić się w postać przypominającą dziewczynę. Efekty przychodziły, wolno, lecz były zauważalne, kiedy stawałam przed moją wyrocznią zwaną wagą z lat rzeczpospolitej ludowej. Nadchodził koniec wakacji, a ja lżejsza o pięć kilogramów zdecydowałam się dumnie wyjść na plac przed blokiem, by poszczycić się nową figurą. Tak szybko, jak wyszłam z domu, równie szybko do niego wróciłam z tym że zamiast uśmiechu wynikającego z dumy pojawiły się krople łez i potoczna podkowa na twarzy,
Tak mijały dni  co dzień było mnie mniej tak samo, jak kalorii w mojej diecie. Codziennie spożywałam ich coraz mniej, bo cel, który sobie postawiłam, usiłowałam osiągnąć jak najszybciej.
Znajomi rodziców, rodzina, wszyscy zaczęli widzieć przemianę, którą zaliczyłam na przełomie kilku miesięcy. Niestety nie zauważali jej "znajomi" z osiedla, które zamieszkiwałam.
Dlatego wciąż drastyczniej zmierzałam do coraz niższej masy ciała. Najpierw dziesięć, dwadzieścia kilogramów mniej, a jakie zaskoczenie malowało mi się na twarzy, kiedy stałam się lżejsza o prawie czterdzieści kilogramów. Tylko że moje nastawienie do diety nie było takie, jak na jej początku. Jedzenie nie było już czymś, czego pragnęłam, a głód stał się uczuciem, które mnie satysfakcjonowało i sprawiało, iż staje się istotą znacznie lepszą od rasy ludzkiej. Pytaniem doskonałym byłoby "kim stawałam się, kiedy chudłam ?". Gdy znajomi widzieli mnie na weselu, zastanawiali się czy aby naprawdę jestem osobą, którą widzieli ponad rok temu, ponieważ zupełnie nie przypominałam szczęśliwej kluseczki. Przed ich oczami stanęła dziewczyna z workami pod oczami, zwiotczałym ciałem, przez które przebijały moje upragnione kości i brakiem uśmiechu na twarzy. Mimo wszystko uśmiechałam się wewnętrznie, bo nazwali mnie kościotrupem, a chyba o to mi chodziło, prawda ? Od czasu wesela minęło pół roku, ja stałam się rocznikiem czternastolatką, a waga znów spadła. Straciłam nawet miesiączkę zresztą rozum także. Ja wiedziałam, że to, co robię, prowadzi tylko do jednego miejsca, w którym wylądujemy wszyscy, ale nie dopuszczałam do siebie wiadomości, że to jest bliżej, niż mi się wydaje. Straciłam kontrolę nad chudnięciem, straciłam kontrolę nad swoim umysłem, ciałem, a także życiem. Teraz kierowała mną choroba zwana anoreksją, a nie Natalia, dziewczyna, którą byłam. Do gry wkroczyli rodzice, którzy próbowali w każdy możliwy sposób zmusić mnie do jedzenia, którego wciąż próbowałam uniknąć. Bałam się go niczym ognia, lecz mimo wszystko kochałam ten strach przed posiłkiem, bo unikając go, czułam, że mam nad wszystkim kontrolę. Kontrolowałam wszystko, kiedy aplikacja przeznaczona do liczenia kalorii nie przekraczała magicznego tysiąca - mojej własnej bariery. Osoba chora na zaburzenia odżywiania nie widzi siebie, ona w odbiciu widzi kogoś dwa razy większego. Zamiast wystających kości zauważa wyłącznie tłuszcz którego, choć nie ma, to w świecie anorektyczki jest go wciąż za wiele. Niegdyś nie pomyślałabym, że będę należeć do grupy społecznej nazywanej motylkami. Mimo to, od zawsze było to w pewien sposób moim marzeniem, które odrzuciłam gdzieś w otchłań przez brak wiary w moją przemianę. Dziś uważam, że był to błąd, którego konsekwencje wciąż są dla mnie kulą u nogi, lecz w głębi duszy sądzę, że doświadczenia uczyniły mnie lepszą osobą, która zupełnie inaczej postrzega wszelkie aspekty.
Zmierzałam po drodze zwanej dietą i zamiast wyjść z niej niezauważalnie skręciłam na wyboiste drogi prowadzące do klatki tak bardzo ograniczającej mnie. Kiedyś pewnie pomyślałabym, że anoreksja daje mi możliwości, dzięki którym wszystko staje się możliwe, a moje najskrytsze marzenia mogą się spełnić, ponieważ będąc chudą osobą, mogłam z piersią wypchniętą do przodu przemierzać ulice i z pogardą obserwować dziewczyny zazdroszczące mi sylwetki. Błagam, nie wierzcie, że chudość jest uosobieniem perfekcji.
Między dietą a anoreksją biegnie cienka, niemalże niezauważalna granica, której przekroczenia nawet nie odczułam. Zamiast zapachu, estetycznego wyglądu posiłku widziałam jedynie kalorie i dodatkowe cyferki na wadze. To nie jest życie, to piekło zesłane na ziemię.
Prawdopodobnie bez wsparcia najbliższych i przyjaciół leżałabym właśnie na oddziale intensywnej terapii lub zwyczajnie w trumnie, gdzie robaki powoli zjadałyby moje ciało, którego zostało tak niewiele. Jednak ich nachalne próby uczynienia mnie innym człowiekiem odblokowały we mnie malutką część dawnej Natalii, którą uśpiłam gdzieś w sobie. 
To właśnie dało mi motywacje do walki z chorobą - wyciągnięcie z głębi duszy starej, tryskającej energią mnie.
Z dnia na dzień mój stan poprawiał się, nastawienie ulegało zmianie, lecz waga wciąż była o wiele za niska.
Przyjaciółki widziały to, jak wyglądam. Zresztą cały świat to zauważał, a sąsiedzi mówili tylko o gnijącej dziewczynce.
Teraz ważę kilka kilogramów więcej, wciąż za mało, ale więcej, co przy wychodzeniu z anoreksji jest cudem z nieba. Leczę się w warunkach domowych, sama sobie jestem terapeutką, którą czasem wspomagają najukochańsze przyjaciółki i rodzice. Chwile załamania pojawiają się do dziś, ponieważ nigdy nie wyrzucę z siebie czegoś, czego nie chciałam się nawet pozbyć. Kiedy uśpię w sobie Anę, będę w końcu wolna i dopiero zacznę smakować życia na nowo.
Z nową, zdrową figurą i wielkim bananem na twarzy pokażę wszystkim, że to jest możliwe, a wystarczy zacząć jedynie od poszukania w sobie malutkiego celu będącego dla nas punktem odniesienia.
Kochane dziewczyny, bo głównie wy jesteście podatne na zło tej choroby, nigdy nie chwytajcie ręki, którą wyciąga do was anoreksja.
Niech moje przeżycia staną się dla was przestrogą, ale i motywacją, jeżeli znajdujecie się w podobnej sytuacji do mojej.
Ona nie jest przyjaciółką, a czarną masą, która z czasem zacznie żywić się waszą duszą pozbawioną kolorów. Będzie czekać na to, aż wtopicie się w tłum, jak delikatny podmuch wiatru, którego nikt nie zauważy, bo właśnie ów wiatr zaczniecie przypominać.
Dieta to stąpanie po cienkim lodzie, pod którym chowają się metry lodowatej wody.
Nie wpadajcie do niej, możecie zatonąć i dać zapomnieć o sobie społeczności na wieki wieków.

Chciałabym podziękować wszystkim, którzy wierzyli w to, że mogę po prostu cudownie żyć. Dziękuję z całego serca rodzicom i Wam, moim najlepszym przyjaciółkom, ponieważ wiem, że to przeczytacie w niedalekiej przyszłości.

Pisała do was dziewczyna, która prawie dała się zniszczyć Anie. Wasza (ex) anorektyczka.


44 komentarze:

  1. Kochana, wymaż to wszystko ze swojej pamięci, choc wiem, że to raczej niemożliwe do zrealizowania. Jesteś cholernie silną osobą, która doświadczyła okropnyh rzeczy na własne życzenie. Wszyscy powinni usłyszeć o Twojej chorobie i sile stawienia jej czoła. Nigdy nie pomyślałabym, że osoba z bookstrefy jest narażona na anoreksję, lecz już wiem, że to może dotknąć nas wszystkich, a w szczególności młode osoby szukające swojej definicji piękna. Przeczytałam wszystko, jestem poruszona i nic nie będzie w stanie oddać łez, które mi zafundowałaś. Nigdy nie przestanę wątpić w Ciebie, jesteś cudowną i piękną dziewczyną.
    Przesyłam buziaki i moc uścisków, Oliwia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiesz co ? Ten temat jest naprawdę tematem, który dopada coraz więcej osób w wieku nastoletnim, a powinien być poruszany wszędzie. W placówkach oświatowych dość zwięźle i monotonnie opowiadają o zagrożeniach wynikających z zaburzeń odżywiania. Uważam, że wszyscy powinni wzorować się na tym, co napisałaś, ponieważ zasługuje to na uznanie. Ten tekst jest prawdą, a nie chłamem przydymionym przez światła społeczności internetowej i telewizyjnej. Gdyby każdy przeczytał ten tekst, myślę, że uniknęlibyśmy przynajmniej połowy zachorowań na anoreksję. Dziękuję za możliwość poznania tej choroby od deski do deski, jestem Ci za to ogromnie wdzięczna.
    Masz kawał dobrego serca.

    OdpowiedzUsuń
  3. Woah, jestem pod wrażeniem odwagi wypowiedzenia się na tak ciężki temat tabu. To wymaga niesamowitego przełamania wszystkich swoich barier psychicznych.
    Jestem zdumiona, ale gratuluję siły odnalezionej w sobie.
    Pełen podziw i brawa.

    OdpowiedzUsuń
  4. I to się ceni. Nie ma gorszego zła niż przyjście choroby, bardzo mądry tekst. Zapraszam na mojego bloga.

    OdpowiedzUsuń
  5. Temat mega poważny współczuję, że taka choroba Cie dopadła ;/

    rilseee.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Racja, dziewczyna ma odwagę i kawał mocnego charakteru.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja miałam ta chorobe w malym sesie ale szybko dotarlo do mnie i to trwalo nie cale 2-3miesiace.Zaczelo sie od odkladania slodyczy :/
    Bardzo fajnie mi sie czytalo! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo ładnie piszesz. Oby tak dalej, trzymam kciuki.

    OdpowiedzUsuń
  9. Straszna jest ta choroba. Życzę powodzenia wszystkim którzy ją mają, by dali radę z nią się uporać tak jak ty.
    Świetnie się czyta. Piękne zdjęcie :* Moja siostra ma identyczną sukienkę :D

    OdpowiedzUsuń
  10. To wielka rzecz, że uporałaś się z chorobą :) Miło się czyta, pięknie piszesz :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Poważny i smutny temat :(
    Życzę powrotów do zdrowia <3

    OdpowiedzUsuń
  12. Patrząc z perspektywy czasu ja również zawaliłam rok 2016. Czasami warto zmienić swoje otoczenie. W każdym miejscu spotykamy osoby z różnych środowisk. Niestety nic w życiu nie przychodzi nam łatwo. Podziwiam Cię, że zadecydowałaś się tym podzielić na swoim kawałku internetu. Chcieć to móc.
    Odwdzięczam się za szczere komentarze.
    Pozdrawiam,annnathalie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. Aż nie wiem co napisać. Kompletnie mnie zatkało. Dla mnie, na szczęście, choroba ta jest czymś obcym. Podziwiam dziewczyny, które walczą z tą chorobą. A jeszcze bardziej osoby takie jak Ty, które mają odwagę opowiedzieć o swoich zmaganiach i całym zapleczu. Niestety, potwierdza się to, że winna jest zbyt niska samoocena. I zbyt duża presja rówieśników. Trzymam za Ciebie kciuki, nie daj się!

    OdpowiedzUsuń
  14. Zabrakło mi słów. Ja na szczęście nie muszę zmagać się z tą chorobą, ale bardzo cię podziwiam, że postanowiłaś z nią walczyć. Życzę ci żebyś się nie poddawała i wierzę, że dasz radę jak najszybciej z tego wyjść i więcej ''ana'' cie nie dopadnie. Jednak tak jak napisałaś, to kwestia rówieśników, ja sama byłam bliska zapoznania z aną przez moich rówieśników, więc w małym stopniu wiem jak się kiedyś czułaś, pozdrawiam, trzymaj się!
    https://hello-alexa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  15. Az nie wiem co napisac.. Poczatki zawsze sa trudne, pod względem psychicznym jak i zmianami, ale sadze, ze z przyjaciolkami i rodzinom bedzie juz tylko lepiej. Nie boj sie o stracony rok, staraj sie zrobic wszystko by nadrobic go w tym nowym :) No i przede wszystkim gratulacje, że udało Ci się wybrnąć z tego i trzymam kciuki by Ana nie wróciła.

    OdpowiedzUsuń
  16. To przerażające, że coraz więcej osób dopada właśnie anoreksja, ale jestem pełna podziwu, ponieważ w warunkach domowych czasem ciężko dojść do siebie poprzez nachalność osób trzecich.
    Tęskniłam !

    OdpowiedzUsuń
  17. Jestem chłopakiem, z mojej perspektywy anoreksja wydaje się być czymś nieosiągalnym, ale kiedy przeczytałem Twoją historię, to zrozumiałem, że nie jest ona wcale taka nieosiągalna, ponieważ mogę ją mieć na wyciągnięcie ręki. Rzeczywiście, zbłądziłaś na tej drodze, ale szczęście, że już wróciłaś na odpowiedni tor, ponieważ to liczy się teraz. Trzymaj się i nie daj się.

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie wiem co powiedzieć jestem w szoku ale pozytywnym, ponieważ nie miałaś lekko, a dałaś rade! To pokazuje Twój charakter, że potrafiłas z tego wyjść i mam nadzije, że wszystko będzie powoli wracać do "normy" będziesz zdrowa i zadowolona z siebie. Pamiętaj, że mozesz wszystko!

    Pozdrawiam

    http://badz-lepszym-kazdego-dnia.blogspot.com/2016/10/dokonaj-w-koncu-tej-zmiany.html

    OdpowiedzUsuń
  19. Popłakałam się jak czytałam :( Prawda jest taka, że znaczna większość dziewczyn gdy stanie przed lustrem i tak widzi sam tłuszcz. Zawsze miałam problemy z przybieraniem na wadze, w szkole zawsze słyszałam od rówieśników, że się odchudzam, głoduje, a to nie była prawda. Aby im udowodnić, że tak nie jest wpychałam w siebie jeszcze więcej jedzenia, co było w pewnym sensie dla mnie dobre, gdyż automatycznie zaczęłam rosnąć. Dawki, które jadłam były przerażające potrafiłam zjeść 5 dokładek zupy, czy nawet zjeść cały bochenek chleba. I w taki sposób z wzrostem 152 i wagą 35kg teraz ważę 48kg i mam 164, Teraz wiem, że to głupie przejmować się komentarzami innych ludzi. (jeszcze nie ucichły) Podziwiam Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
  20. Niesamowite, podziwiam za odwagę, że zdołałaś to wszystko napisać. Brawo też za wytrzymałość w tym trudnym czasie. Super, że rodzina pomogła Ci stanąć na nogi i, że przede wszystkim TY SAMA widziałaś problem. Mam nadzieję, że wszystko u Ciebie wróci do normy! :)

    OdpowiedzUsuń
  21. To cudowne, że podzieliłaś się z nami swoją historią. Mam nadzieję, że będzie to nauczka i ostrzeżenie dla innych osób. Życzę Ci, abyś nigdy się nie poddawała w walce o powrót do zdrowia. :)

    OdpowiedzUsuń
  22. trzeba mieć w sobie dużo siły, żeby wyjść z takiej choroby jak i odwagi aby dzielić się z innymi tym co przeżyłaś, gratuluje ci tego ;)

    /MAGSAILE/

    OdpowiedzUsuń
  23. cieszę sie , że udało Ci się wyjść z tego cało. Wiem ,że nie jest to łatwe

    OdpowiedzUsuń
  24. To okropne jak społeczeństwo wpływa na naszą samoocenę. Sama nie jestem zadowolona ze swojej sylwetki, nabawiłam się zaburzeń odrzywiania, wszystko po to by wyglądać "lepiej". Trzymam za ciebie kciuki!

    shizuko-ai.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  25. Wielkie gratulacje ze ci sie udalo! Wow! Milo sie to czyta :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Kochana, nadal mam ciarki po przeczytaniu tego posta... Trzymam za Ciebie kciuki <3

    OdpowiedzUsuń
  27. Jest to ciężki temat, ale trzeba go poruszać. Trzymam kciuki !

    OdpowiedzUsuń
  28. Nie wypowiem się na ten temat... Leżałam dwa miesiące w szpitalu na anoreksję. Wazylam 36 kg, obecnie 39 kg, ale nadal się odchudzam. To jest częścią mojego życia i nigdy nie zamierzam przestać. ;) //Sohee

    OdpowiedzUsuń
  29. Na pewno ciężko było Ci o tym napisać. Anoreksja to okropna choroba. Parę lat temu też zmagałam się z problemem nałogowego odchudzania, na szczęście moja mama w porę wkroczyła i udało mi się nie popaść w chorobę. Powodzenia kochana. <3
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  30. Super zdjęcia i post, świetnie się czyta. Oby tak dalej.

    OdpowiedzUsuń
  31. Podziwiam Cię za to, że postanowiłaś się z nami tym podzielić.
    Powodzenia w 2017! :)
    Pozdrawiam!

    lublins.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  32. Wielkie wyrazy szacunku. Powodzenia w nowym roku ♥

    OdpowiedzUsuń
  33. Szanuję za taką dawkę szczerości. Fakt, społeczeñstwo, lansowane pseudoideały nie są dobrymi warunkami do bycia trochę pulchniejszym, a nawet spędzają osoby o idealnym bmi w zaburzenia psychiczne

    OdpowiedzUsuń
  34. Pierwszy raz spotykam się z takim postem. Podziwiam Cię że dałaś rady wygrać z anoreksją, bo niektóre dziewczyny nie mają tyle szczęścia. Anoreksja jest naprawdę straszną chorobą, wiem to mimo iż nie miałam styczności z chorą osobą w moim otoczeniu.Ciesze się że zdecydowała się z nami podzielić swoją historią i nas ostrzec. Musiało być Ci to ciężko napisać.
    http://take-a-pencil-and-draw-world-of-race.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  35. Mega szacunek za tak wielką dawkę szczerości w poście. I mega podziw ze to że wygrałaś z anoreksją. Życzę wszystkiego dobrego w Nowym Roku.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  36. Gratuluję wygranej, szczerości i otwartości, a przede wszystkim zrozumienia złej postawy!
    Post piękny, ubrany w idealnie dobrane słowa, aż cięzko powiedzieć coś więcej. Forma listu całkowicie przypadła mi do gustu :) Życzę jak najwiećej uśmiechu i zadowolenia z samej siebie! :)

    OdpowiedzUsuń
  37. Wow, cudowny i skłaniający do refleksji wpis. Podziwiam Cię! Ostatnio coraz więcej postów w formie listu, co mnie bardzo cieszy - lubię to! :D Pozdrawiam
    ipstryk26.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  38. Jesteś bardzo szczera :)! Podziwiam Cię . Twój blog jest na prawdę przecudowny!
    Pozdrawiam i zapraszam http://xgabisxworlds.blogspot.com/ :)

    OdpowiedzUsuń
  39. gratulacje wygranego życia! Powodzenia w nowym roku Ci życzę!
    Buziaczki :)
    www.wkrotkichzdaniach.pl - coś na pobudzenie zmysłów :)

    OdpowiedzUsuń
  40. Mocna historia i przyznam szczerze ze świetnie się ja czyta
    Pozdrawiam,Lu

    OdpowiedzUsuń
  41. Bardzo smutna i poważna historia... A najsmutniejsze jest to, że jest ona prawdziwa. Postaraj się chociaż trochę wymazać to ze swojej pamięci... Zrobić cleana. Jesteś bardzo silną osobą!

    OdpowiedzUsuń
  42. To niesamowite, jak takie przykre wydarzenia kształtują naszą osobę. To niesamowite, że dałaś radę i podołałaś wyzwaniu. Co tu więcej mówić - trzeba być wielkim, żeby tego dokonać.

    OdpowiedzUsuń
  43. Wystarczy siła umysłu, której masz aż w zanadrzu <3

    OdpowiedzUsuń
  44. Też kiedyś chorowałam. Zaczęło się jak miałam 12 lat. Później przeszło w bulimię, która przywiodła ze sobą głęboką depresję. Na bulimię chorowałam mniej więcej do 18 roku życia. Później zaczęłam walczyć o siebie, przeszłam przez wiele szpitali, prób samobójczych. Do tej pory często emocje zdarza mi się odbijać jedzeniem lub właśnie niejedzeniem... Jednak teraz mam 22lata i za 2 miesiące rodzi mi się córeczka, dla której tym bardziej warto walczyć o zdrowie. Poza tym mam wspaniałego mężczyznę, który jest dla mnie wielkim oparciem :)

    Tobie również życzę wszystkiego dobrego w dalszym życiu :) obserwuję :)

    http://mamakarolina.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń